Architektura
ARCHITEKTURA
Rozmowa z Robertem Koniecznym

ROBERT KONIECZNY PROJEKTY KWK Promes. Jak sprawić, by architekci w Polsce przestali być anonimowi?

  • Komentarze

Rozmowa z Robertem Koniecznym

  • Dom Bezpieczny
  • Dom Bezpieczny
  • Dom Bezpieczny
  • Dom OUTrialny pod Warszawą
  • Dom OUTrialny
  • Dom z Kapsułą w Rudzie Śląskiej
  • Dom z Kapsułą w Rudzie Śląskiej
  • Muzeum Przełomów w Szczecinie - KWK Promes
  • Muzeum Przełomów w Szczecinie - KWK Promes
  • Muzeum Przełomów w Szczecinie - KWK Promes
  • Dom architekta. Arka Koniecznego w Brennej
  • Dom architekta. Arka Koniecznego w Brennej
  • Dom autorodzinny 3
  • Dom autorodzinny 13

Odważne projekty Roberta Koniecznego z pracowni KWK Promes sprawiły, że stał się niejednym z najbardziej znanych architektów młodego pokolenia Polsce. W rozmowie z portalem archirama.pl twierdzi, że polscy architekci są w dużej mierze anonimowi i niedoceniani. - O architekturze za mało się mówi. A to jedyny sposób, by stała się dziedziną popularną i cenioną - mówi Robert Konieczny z pracowni KWK Promes. Z architektem rozmawialiśmy przed jego wykładem otwartym w Wyższej Szkole Ekologii i Zarządzania w Warszawie

Archirama.pl: Na Pana blogu w „na temat” wszyscy czekają na informację związaną z kolejną nominacją do nagrody Fundacji Miesa van der Rohe za realizację domu Autorodzinnego: czy udało się wysłać zdjęcia z realizacji domu Autorodzinnego do 11 listopada? Podobno były małe problemy techniczne.

Robert Konieczny: Generalnie zdążyłem. W tej chwili zdjęcia są już montowane. Jestem trochę przeziębiony, gdyż dwa dni siedziałem w cabriolecie, w deszczu, ale z racji tego, że jest to dom autorodzinny, to jednak auto musiało wystąpić. Wysłaliśmy już część materiałów więc udało się!

Zobacz wybrane projekty Roberta Kniecznego

Co do samego bloga – zdecydowałem się na pisanie o architekturze, gdyż o architekturze za mało się mówi. Wydaje mi się, że właśnie takie fora publiczne, gdzie nie tylko branżyści, ale przede wszystkim ludzie, którzy nie mają styku z architekturą, mają okazję się z nią zetknąć. Jest to szansa dla nas, dla architektów i architektury żeby stała się dziedziną bardziej znaną, popularną i cenioną.

Archirama.pl: To już szósta nominacja do tak prestiżowej nagrody. Co jury dostrzega w Pana projektach?

Robert Konieczny: Znajomy mi ostatnio powiedział, że dadzą mi w końcu tę nagrodę za wytrwałość (śmiech). A tak serio to bardzo się z tego cieszę. Dlatego też na swoim blogu ostatnio pisalem o tej pierwszej nominacji, bo sytuacja była bardzo zbieżna. Lata temu kiedy nie byliśmy w ogóle znani, kiedy biuro było biuedusieńskie, kiedy tak naprawdę byliśmy praktycznie na samym dnie, ta nominacja spadła, jak gwizdka z nieba. Taka pierwsza nagroda, to jest naprawdę niesamowita rzecz.

Dom z garażem - dom autorodzinny

Oczywiście w pracy architekta niezbędny jest talent, tylko ten talent to jest 10%. Reszta, czyli aż 90 % to praca, praca, praca, wytrwałość, samozaparcie w dążeniu do celu. Tak jest zresztą nie tylko w architekturze, tylko w każdej innej dziedzinie. Ta wytrwałość, wytrzymałość psychiczna i praca, ciężka praca, powoduje, że człowiek ma szansę, oczywiście nie jest to recepta na sukces, ale ma szansę ten sukces osiągnąć. Dlatego też o tym napisałem, nazwijmy to – „ku pokrzepieniu serc”, że warto wierzyć do samego końca, mimo że czasami wydaje się, że wszystko jest już przegrane i że nie damy rady. Sam w pewnym sensie zbudowałem ten dom [Dom z Ziemi Śląskiej, pierwsza nominacja do Nagrody Fundacji Miesa van der Rohe, przyp. red.], zrobiłem zdjęcia, wysłałem je. Troszkę się przy tym kompromitując, bo to było żenująco słabe, ale jednak dostrzegł nas wtedy PHAIDON [ Jedno z największych międzynarodowych wydawnictw architektonicznych, przyp. red.]

Archirama.pl: Upór i determinacja – w swoim artykule na blogu, wspomina Pan, że w tym wypadku te cechy się sprawdziły. Ale czy to oznacza, że w innym niekoniecznie? Że to jednak nie są do końca pożądane cechy w pracy architekta?

Robert Konieczny: Ten upór najbardziej przeszkadza mojej żonie w domu. W domu jestem za to krytykowany, delikatnie mówiąć, bo niestety jestem trochę uparty. Ale w naszej pracy, wydaje mi się, że ten upór, to cecha, której nie należy mylić z pewnego rodzaju zamknięciem na informacje, sygnały i krytykę. Tu staram się być całkowicie otwarty i najbardziej cenie ludzi w biurze, którzy mnie krytykują, którzy potrafią powiedzieć prosto w oczy, że „stary, to co robisz w tej chwili to jest dno, popatrz na to świeżo”. Takich ludzi cenię, nie obrażam się. Jeżeli ktoś mi cały czas słodzi to go po pewnym czasie nie słucham. Ale samo dążenie do celu jest niezbędne w naszej pracy. Dlatego, że to nie jest radosne tworzenie i przelewanie wyłącznie swoich myśli na papier, ale tak naprawdę jest to cały żmudny proces. Począwszy od urzędów, wściekłych ludzi, którzy niczego nie rozumieją, po budowlańców, którzy jeszcze mniej rozumieją w sensie architektonicznym, poprzez czasami, klienta prywatnego bądź publicznego. Każdy ma jakieś wady i zalety. Żeby dotrwać do końca i zrobić coś sensownego to naprawdę trzeba być trochę ze stali. Taka praca.

Archirama.pl: Architekci zostali przez Pana nazwani przedstawicielami Anonimowej Profesji. Dlaczego w innych krajach europejskich, jak Dania, Hiszpania, nie ma tego problemu, a w Polsce jest? Polacy nie znają architektów. Jak to zmienić? Czy takie programy, jak „Wrzaski i Brzaski” Piotra Sarzyńskiego pomagają w tym?

Robert Konieczny: Na pewno pomagają, bo jeżeli się już o tej architekturze mówi, pokazuje się rzeczy złe i dobre to już jest naprawdę dobrze. To się powinno dziać jak najszerzej. Mamy coraz więcej plebiscytów i konkursów. Jest „Życie w Architekturze”, które szeroko wypłynęło na cały kraj. Słyszałem, że tysiące ludzi głosuje na forach internetowych. Niesamowite, to jest fantastyczna sprawa. Tygodnik „Polityka” też zrobił swój plebiscyt [ Dom Aatrialny pracowni Roberta Koniecznego, według czytelników Polityki został najlepszym budynkiem ostatnich 2 dekad w Polsce. przyp. red.] zorganizowała swój plebiscyt, bryła co roku ogłasza konkurs na bryłe i makabryłe . To bardzo optymistyczne. Dlaczego w Polsce architekci w większości są anonimowi?Rozejrzyjmy się dookoła. Gdy jedziemy do Holandii, Danii, lub Hiszpanii, to zachwycamy się architekturą, budynkami, przestrzenią, świetnie nam się tam spaceruje. W Polsce najczęściej jest chaos, szpetota, reklamy, nieład przestrzenny. Jest tak między innymi z tego powodu, że od dziecka nie wychowuje się ludzi w poczuciu estetyki, jakiegoś porządku, ładu przestrzennego. I to trzeba zmienić. Na pewno tak się nie stanie za naszego życia, ale być może nasze dzieci, czy wnuki już będą miały pod tym względem lepiej, ale to wymaga czasu, to jest proces i każdy z nas, jeżeli ma taką możliwość, jest taką małą mróweczką, która musi w tym kierunku coś zrobić, żeby to się zmieniło. Ja również staram się zmienić ten stan, stąd pomysł by pisać bloga „na temat”.

Archirama.pl: Czy to nie jest tak, że poznajemy architektów, o ile w ogóle, od tej najgorszej strony? Mamy tu niedawny przykład biura JSK i zaprojektowanego przez nich Stadionu Narodowego w Warszawie. Nikt zapewne nie słyszał o Panu Pszczulnym czy Rutz, a teraz wszyscy mówią, że to co się stało to ich wina. Chociaż architekci wiedzą, że to nie do końca prawda.

Robert Konieczny: To jest bardzo przykre i smutne. Żal mi tych architektów, bo tak naprawdę to winna jest ustawa o zamówieniach publicznych, że zawsze wygrywa najtańszy, wszystko się ścina i robi się byle jak. Taka jest prawda. Jeżeli to się nie zmieni to będzie powstawało dziadostwo, tak jak w tym wypadku – dziadostwo techniczne. W przypadku Stadionu Narodowego wielu rzeczy nie zrobiono, bo trzeba było zejść z ceny. Dlaczego tak jest? To o czym mówiłem, nikt nam w tym nie pomoże żeby było inaczej, musimy pomóc sami sobie. Jeżeli środowisko czegoś nie zrobi, to ani media same od siebie, ani nikt inny nie spowodują, że to się zmieni. Musimy sami o sobie gadać. I teraz pytanie, czy to się powinno zamykać tylko do prasy branżowej. Ja uważam, że nie. Bo ciągle będziemy gadać sami do siebie. To jest bez sensu. Musimy wychodzić szerzej z architekturą, mówić o niej. Zanim dostałem nagrodę za dom roku – dom atrialny , który odmienił losy biura, tak naprawdę siedzieliśmy, robiliśmy dokładnie to samo, te same projekty, wierzyliśmy w te same rzeczy, rezygnowaliśmy z rzeczy, których nie czujemy i „klepaliśmy” słodką biedę. Po tej nagrodzie, kiedy media się zainteresowały mną, ale też architekturą współczesną, zaczęło się o tym mówić, mój los się odmienił. Tak, jest mi teraz lepiej, biuro rośnie w siłę, ale zauważyłem przy okazji, że nagle Gazeta Wyborcza w Katowicach stworzyła dział pod tytułem Architektura i pisze o architekturze dzień w dzień, od kilku lat. W innych medialnych punktach w Polsce działo się podobnie. To jest bardzo satysfakcjonujące.

Archirama.pl: Czy architekt jest ceniony tylko za swoje zrealizowane projekty, czy te leżące w szufladzie koncepcje, przegrane projekty konkursowe, projekty niezrealizowane, też świadczą o aktywności architekta w świecie architektury?

Robert Konieczny: Oczywiście że realizacje, to one najbardziej cieszą, gdyż to znaczy, że pewną myśl udało się doprowadzić do końca. Ale w rankingu moich najlepszych budynków współczesnych, a ja dosyć specyficznie patrzę, mógłbym je na palcach dwóch rąk zliczyć, jest taki mały domeczek narysowany czterema kreskami. Jest on prostą rzeczą, która bardzo mocno utkwiła mi w głowie i odcisnęła widoczne piętno na tym co robię. Ten projekt, a właściwie jego myśl, bo to nie jest zrealizowany obiekt, spowodowała, że faktycznie jestem w stanie iść jakąś drogą. Może gdybym tego nie widział to by mnie to tak mocno nie zainspirowało i tworzył bym zupełnie inne rzeczy. Myśl w projektowaniu jest najważniejsza. Jeżeli uda się ją zrealizować to fantastycznie, bo przecież my nie jesteśmy budowlańcami! My jesteśmy od rysowania i myślenia, a od budowania są inni. I nie należy mylić tych dwóch profesji.

Archirama.pl: Najgorzej jest po wynikach konkursów, gdzie realizowana jest praca zwycięska, czasami ta co zajęła drugie miejsce, a reszta leży w szufladzie i czeka.

Robert Konieczny: Na pewno architekci czasem wpadają w frustrację, że powstaje w głowie coś fajnego, źe udaje się coś fantastycznie zaprojektować i cześć, nie udaje się zrealizować. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że pewne projekty, które nawet nie zostały zrealizowane, powodowały to, że poszliśmy w kolejnym projekcie dalej. To wszystko co powstaje w biurze, to są pewnego rodzaju ścieżki projektowe, które się wzajemnie przecinają i biegna różych kierunkach. Te ścieżki projektowe biegną dalej też dzięki tym niezrealizowanym projektom.

Archirama.pl: Co jest dla Pana inspiracją w projektowaniu? Konkretne przykłady architektów – żeby nie pozostali anonimowi.

Robert Konieczny: Co jest inspiracją? Tworzenie nowatorskich często projektów. Generalnie powiem o takiej nowej typologii, którą stworzyliśmy. Zupełnie nowy typ domu jednorodzinnego – dom Autorodzinny. Powiem, jak w ogóle do tego doszliśmy i rozpocznę od projektów studenckich – taka ścieżka, która doprowadziła do tej typologii i leci sobie dalej. Ważną inspiracją był dla mnie Dominique Perrault. Wtedy byłem jeszcze na tyle młodym projektantem, nie znalazłem jeszcze do końca własnej ścieżki, inspirowałem się nim. I on mi pomógł odnaleźć tę własną drogę. Trochę mnie to przeraża, trochę cieszy, że coraz mniej oglądam, a coraz bardziej robię swoje. Z jednej strony świadczy to o tym, że już poszliśmy własną drogą, z drugiej jest to zawsze niebezpieczeństwo, że jeżeli człowiek odrywa się od tej rzeczywistości to może zabrnąć w ślepy zaułek.

Archirama.pl: O jakim projekcie Roberta Koniecznego Polska niedługo usłyszy? Jakie plany na kolejny rok?

Robert Konieczny: Na pewno ta nominacja do Miesa van der Rohe za dom Autorodzinny to jest dla nas bardzo ważna informacja. Nie chodzi nawet o sam budynek, o architekturę jako taką, tylko o to, że udało się wymyślić coś nowego. Dom Autorodzinny to jest coś takiego, jak kiedyś Dom Aatrialny, czyli zupełnie inny dom. To dom, który kreuje nowy sposób życia, odpowiada na współczesność i na przyszłość. Ta nowa organizacja przestrzeni została wymuszona sposobem życia - samochodem, dalekimi dojazdami. To mnie kręci. Dlatego tu nie chodzi o samą architekturę, a o sposób tworzenia tej architektury. Mam nadzieje, że o tym ktoś powie w przyszłości kilka fajnych słów. Najważniejsze żeby była dyskusja. Można się zgadzać bądź nie, ale żeby to dawało do myślenia. Drugi obiekt to oczywiście Muzeum Narodowe w Szczecinie, gdzie budowa idzie już pełną parą. Hiszpanie oczywiście są szybsi, oni już wyszli w górę i tam już jest wykończeniówka z tego co wiem. My ciągle ryjemy w ziemi, ale KWK Promes jest z tego znane, także wszystko w normie.

przeczytaj rowniez
  • Szkoła marzeń? Gimnazjum w Zurychu
    Szkoła marzeń? Gimnazjum w Zurychu

    Nowoczesna szkoła. Jak powinna wyglądać szkoła idealna? Zaprojektowany przez Christiana Kereza budynek gimnazjum w zuryskiej dzielnicy Leutschenbach, dzięki zastosowaniu stalowych kratownic i całkowicie przeszklonych fasad, wydaje się unosić w powietrzu. Czy tak wygląda szkoła maprzeń? więcej

  • Na granicy możliwości – wieżowiec Taipei 101
    Na granicy możliwości – wieżowiec Taipei 101

    Wieżowiec Taipei 101 w mieście Tajpej, stolicy Tajwanu. Mający 508 metrów gigant jest dzisiaj najwyższym budynkiem na świecie. Jego projektantom przyszło się zmierzyć z problemami trudnych warunków posadowienia (jakość gruntu określono jako niezadowalającą), silnych wiatrów  (tajfuny występują tu kilka razy w roku) i trzęsień ziemi (działka jest położona około 200 metrów od linii uskoku tektonicznego). Budynek należało wyposażyć w specjalny system tłumienia drgań i kołysania, by zapewnić możliwie jak największy komfort dziesięciu tysiącom jego użytkowników. Jednocześnie do poruszania się między  wszystkimi 101 kondygnacjami przeznaczono 61 wind, z czego dwie, zapewniające dojazd na najwyżej położone piętra osiągają rekordowe szybkości, potwierdzone wpisem do Księgi Rekordów Guinessa. więcej

  • ŻYCIE W ARCHITEKTURZE 2002
    ŻYCIE W ARCHITEKTURZE 2002

    Czwarta edycja konkursu ŻYCIE W ARCHITEKTURZE. Finał odbył się w siedzibie SARP-u w Warszawie, 10 stycznia więcej

  • PROJEKT ZAHY HADID: Na granicy możliwości Centrum Nauki phaeno
    PROJEKT ZAHY HADID: Na granicy możliwości Centrum Nauki phaeno

    Centrum Nauki phaeno w Wolfsburgu, realizacja pracowni Zahy Hadid, odbiega od wszelkich konwencji kształtowania formy i dyspozycji funkcjonalnej budynku. Phaeno odrywa się od ziemi. Jego miękka, opływowa bryła, o wielkopowierzchniowych pochyłych ścianach, stojąc na dziesięciu żelbetowych „nogach”, pozwala przestrzeni miasta swobodnie przelewać się pod spodem i wokół budynku. Wielka żelbetowo-stalowa skorupa mieszcząca powierzchnię ekspozycyjną zamyka w sobie jednoprzestrzenne wnętrze urozmaicone zmiennym przebiegiem sufitu, podłóg i ścian, które tworzą wrażenie zagadkowego, niemalże księżycowego krajobrazu. Realizacja tych wizji nie byłaby możliwa bez nowoczesnych technologii budowlanych – a szczególnie bez betonu samozagęszczającego i jego specyficznych właściwości – ani bez ścisłej współpracy inżynierów i architektów. więcej

Autor: Weronika Kwasiborska
Zdjęcia: Aleksander Rutkowski, KWK Promes, Juliusz Sokołowski, Robert Konieczny, dzięki uprzejmości KWK PROMES, Karolina Wlazło-Malinowska, Bartłomiej Barczyk
Data publikacji: 30.11.2012 10:08
do góry
uaktualnij licznik
PODOBNE
  • Vector+ wyznacza kierunek odtwórz

    Vector+ wyznacza kierunek

    26 września odbyło się uroczyste otwarcie pierwszej biurowej inwestycji firmy...

    • skomentuj
    • więcej
Miesięcznik architektura
W numerze 04/2017:
  • Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku
  • Aparthotel Lwowska 1 w Krakowie
  • Węzeł przesiadkowy w Solcu Kujawskim
  • Apartamenty LEA 251 w Krakowie
  • więcej
Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.