archirama.pl

Światło, forma i tulipany – modernizm na Węgrzech

Węgry to jeden z tych krajów, gdzie modernizm torował sobie drogę z trudem. Trochę wbrew intencjom organizatorów wrocławska wystawa Światło i forma. Modernistyczna architektura i fotografia na Węgrzech 1927-1950 pokazuje, że tamtejszy modernizm nigdy nie stał się stylem dominującym. To „wielka historia małych zleceń”, mało znany rozdział o architekturze kameralnej, dalekiej od masowej produkcji i nie objętej państwowym mecenatem

Światło, forma i tulipany – modernizm na Węgrzech

Klatka schodowa budynku mieszkalnego, Budapeszt, arch. György Rumszauer,
1937-1938

Fot: serwis prasowy wystawy, Zoltán Seidner/Hungarian Museum of Architecture

Zakończenie pierwszej wojny światowej było dla Węgrów ogromnym wstrząsem. Na mocy traktatu wersalskiego obszar kraju zmniejszono o dwie trzecie, w efekcie aż 64 procent populacji znalazło się poza granicami państwa. Byli wśród nich ludzie kultury i rzesze architektów wykształconych na austro-węgierskich politechnikach i w akademiach sztuk pięknych. Wielu nie zdecydowało się na przeniesienie się do nowych, okrojonych Węgier. Transylwańskim architektom takim jak Károly Kós czy Ede Toroczkai-Wigand, związanym z grupą Fiatalok (Młodzi), wizja kontynuowania kariery w Budapeszcie nie tylko nie przypadła do gustu, lecz wydawała się tożsama ze zdradą narodowych ideałów. W rodzinnym Siedmiogrodzie – węgierskiej macierzy oderwanej od stolicy – kontynuowali działalność nadając jej charakter symboliczny, misyjny. Z oczywistych przyczyn nie mogli jednak w Rumunii liczyć na realizację wielu projektów.

Tymczasem na terytorium pomniejszonych Węgier kryzys ekonomiczny i moralny pociągnął za sobą paraliż gustów. Zubożałe elity przestały wykazywać zainteresowanie nowinkami i twórczym indywidualizmem. Przedwojenne narodowo-artystyczne ambicje Zsolnay’ów, Ődőna Lechnera wraz z uczniami („A-m” 6/2007) czy Józsefa Vago, stały się nieadekwatne do nowej sytuacji. W sztuce do głosu doszły różnego rodzaju radykalizmy, w architekturze pojawiły się tendencje totalitarne umacniane przez prawicowy reżim generała Miklosa Horthy’ego. Ich dobrą ilustracją był program ministra kultury Kunó Klebelsberga, który zakładał monumentalizację prowincjonalnych miast Wielkiej Niziny Węgierskiej (mezőváros – tak zwane polne miasta – w Panonii: między innymi Debreczyn oraz Szeged1). W 1930 roku zrealizowano faszyzującą zabudowę placu katedralnego w Szegedzie, autorstwa Béli Rerricha, pomyślaną jako swoisty narodowy panteon.

W środowisku architektów zapanowały dezorientacja i chaos, nie bez związku z takimi zjawiskami jak antysemityzm, bezrobocie na wielką skalę oraz emigracja. Dla projektantów pochodzenia żydowskiego, na ogół lewicujących, drzwi wielu klientów pozostawały zamknięte. Słynny później Marcel Breuer nie mogąc nostryfikować dyplomu Bauhausu, podobnie jak wielu innych Żydów, opuścił kraj. Architekci bez koneksji oraz tacy, którzy nie chcieli iść na kompromisy z władzą, szukali szczęścia w krajach Nowego Świata. Wszystko to wyjaśnia dlaczego projektanci, z entuzjazmem odnajdujący się w stylu międzynarodowym, choć nie stanowili większości, zajęli się przede wszystkim aktywną promocją wartości etycznych, jakie niosła ze sobą filozofia funkcjonalizmu. Była to na Węgrzech syzyfowa praca małej grupy trzydziestolatków – idealistów. W myśl ich założeń architektura przynieść miała uzdrowienie narodu i nową jakość – szeroko pojętą „higienę” życia. Głównymi postaciami zorganizowanej w 1929 roku węgierskiej sekcji CIAM byli Farkas Molnár, pierwszy węgierski student Bauhausu, oraz József Fischer. Począwszy od roku 1932 ich prace, wraz z projektami Lajosa Kozmy, regularnie publikował postępowy periodyk „Tér és Forma” („Przestrzeń i Forma”). Tytuł wrocławskiej wystawy jest właśnie parafrazą nazwy słynnego miesięcznika. Słowo tér – przestrzeń zastąpiono tu fény – światło, bo ekspozycja jest prezentacją nie tylko samej architektury, ale i szkoły fotografii tejże architektury. W „Przestrzeni i Formie” diagramom, kolażom, wykresom i dydaktycznym zestawieniom „architektury dobrej i złej” towarzyszyły zdjęcia obiektów w nowej estetyce. Na łamach periodyku szybko zaadaptowano zdobycze europejskiej teorii, wprowadzając niejako „hurtem” takie pojęcia jak Existenzminimum, Kolhaz – Kolvaros (dom i miasto w duchu kolektywu), promenade architecturale i Raumplans.

Mimo że węgierski modernizm początkowo wydaje się ślepą i bezkrytyczną kompilacją obcych wzorców, to po wnikliwej analizie można dostrzec, że sporo w nim jednak indywidualnych elementów. Do takich należy motyw wysokiego i wąskiego walca przystawionego do prostopadłościanu, jednak nie centralnie lub narożnie jak zazwyczaj w stylu międzynarodowym. W ten sposób akcentowana jest płynna linia ukrytej w bryle spiralnej klatki schodowej. „Uwolnione” od podłoża walce, wsparte na trzech filigranowych kolumnach, pojawiły się w dwóch położonych na nierównym terenie budapesztańskich willach: będącej własnością wysokiego rangą urzędnika państwowego Jenö Dálnoki-Kovátsa projektu Farkasa Molnára z 1932 roku i drugiej, wybudowanej rok później dla rodziny Hoffmannów, autorstwa Józsefa Fischera. Na mediolańskim Triennale Architektury w 1933 roku willa Dálnoki-Kováts zdobyła pierwszą nagrodę jako realizacja założeń stylu międzynarodowego. Słynne zdjęcie tego budynku opublikowane zostało w większości światowych czasopism architektonicznych.

W roku 1931 architekci związani z „Tér és Forma” ogłosili, że najbardziej odpowiednią architekturą dla Budapesztu będą wieżowce. Postulat pozostał jednak tylko hasłem na papierze – poza nielicznymi wysokimi budynkami mieszkalnymi, kosztownych drapaczy nie zbudowano. Z powodu niemal całkowitego braku zamówień publicznych modernizm węgierski to w większości małe, prywatne wille. Dalekie od monumentalności, staranne przemyślane, pełne klarownych subtelności i – przede wszystkim – skromne, bo ich mieszkańcy nie należeli do finansowej elity. Wille w Budapeszcie często wznoszono, by przestać płacić wysokie czynsze za kilkusetmetrowe dziewiętnastowieczne mieszkania Pesztu. Uciekano z Pesztu i budowano pośród zielonych pagórków Budy (dzielnice Ujlipótváros, Városmajor i Pasarét). Budowano oszczędnie, inaczej niż w sąsiedniej zamożniejszej stolicy – w pełnym wieżowców Bukareszcie, gdzie szykownym modernizmem chciano „zamrozić w architekturze” wielkie sumy pieniędzy znajdujące się na kontach petrobaronów (obawiających się światowego kryzysu lat 1929-1933). Stąd wyraźne różnice w architekturze międzywojennych willi obu wschodnioeuropejskich stolic. Bukareszteńska – masywna i monumentalna, pełna jest blichtru, zwraca uwagę stylistyczną nonszalancją i rozrzutnym użyciem kosztownych materiałów. Budapeszteńska – kameralna i intymna, jest skromna zarówno w formie jak i w doborze materiałów. Domy zamawiali niezbyt zamożni ludzie, którzy za projekty nie płacili wiele. Żaden z węgierskich modernistów nie dorobił się na architekturze. Na uwagę zasługuje mistrzowskie posługiwanie się szkłem i naukowe podejście do zagadnienia transparentności architektury, dzięki którym budynki sprawiają wrażenie filigranowych, a swoją kruchością przypominają sprzęt laboratoryjny. Podobne cechy mają wnętrza domów. Klatkę schodową apartamentowca dla pracowników firmy Weiss Manfréd autorstwa Beli Hofstättera i Ferenca Domány’ego z lat 1937-1938, mimo że jest wybitnym modernistycznym dziełem, trudno uznać za ortodoksyjną realizację postulatów tego nurtu. Jej głównym akcentem jest szyb windy w formie szklanej tuby o idealnych, smukłych proporcjach. Miękko prowadzona linia schodów i poręczy przywodzi na myśl rozłożyste barokowe klatki schodowe, typowe dla osiemnastowiecznej architektury pałacowej na Węgrzech. Efektu dopełniają ekspresyjne wstęgowe okna.

Modernistyczny był także kanon dokumentacji fotograficznej tej architektury. Budynki fotografowano „w nieskażonej” postaci, tuż przed ich zamieszkaniem, obowiązkowo skąpane w oślepiającym słońcu kanikuły. Starano się wychwycić każdy architektoniczny detal i eliminować zbędne elementy, gdyż tylko takie fotografie liczyć mogły na przychylność redaktorów branżowych czasopism. Z pietyzmem dobierano kąt widzenia, wyszukiwano kontrasty świetlne i refleksy wypolerowanych szklanych czy metalowych elementów. Nade wszystko zaś dążono do zaprezentowania architektury w jej niematerialnym wymiarze czystej dwuwymiarowej kompozycji. Cechy te obecne są w twórczości Zoltána Seidnera, Ernő Bánó, Tivadara Kozelki czy Olgi Máté. Stosowano także pracochłonny retusz. W przypadku seidnerowskich zdjęć spiralnej klatki schodowej budynku przy ulicy Pozsonyi, sprawił on, że fotografie są już niezależnymi od funkcji dokumentu, bliskimi abstrakcjonizmowi arcydziełami.

Postulaty wysuwane przez twórców i współpracowników „Tér és Forma” pozostały jedynie wizjami. O przemożnej, wrodzonej skłonności do ornamentu wśród węgierskich architektów świadczy – już powojenny – tak zwany spór tulipanowy. Rozpoczęło go z pozoru błahe wydarzenie, jakie miało miejsce w prowincjonalnym mieście Paks na południu kraju w 1975 roku. Architekt György Csete z Peczu zastosował do wykończenia socmodernistycznych bloków dla pracowników tamtejszej elektrowni nuklearnej (wznoszonych w ramach piętnastoletniego planu budowy miliona mieszkań) polichromię przedstawiającą przeskalowane stylizowane tulipany. Kamuflowała ona obskurną wielką płytę prefabrykowanych budynków. Koncepcja ta nie spodobała się Máté Majorowi, szacownemu profesorowi budapeszteńskiej politechniki, który na łamach pisma „Élet és Irodalom” („Życie i Literatura”) oskarżył Csete o schlebianie gustom niebezpiecznie zbliżającym się do „nacjonalistycznej” twórczości Lechnera. Do banalnej z pozoru dyskusji szybko włączyło się wielu wybitnych przedstawicieli węgierskiej kultury. Poeta László Nagy, broniąc tulipanów, oskarżył modernistów o brak fantazji i odwrót od humanistycznych wartości, źródeł choroby upatrując jeszcze w okresie międzywojennym. Dyskusja, w której „antytulipanowców” reprezentował magazyn „Építöművészet” („Węgierska sztuka architektury”), zaczęła przenosić się na inne dziedziny, zamieniając się w żywiołową debatę o kryzysie, w jakim znalazła się kultura węgierska końca lat 70.2 Mimo że kompleksu w Paks nie ukończono, a biuro Csete zostało odgórnie rozwiązane, w środowisku architektów zawrzało. Świadectwem roli, jaką odegrała „florystyczna batalia”, stało się ponowne odkrycie przez projektantów organicznych z Peczu zapomnianej twórczości Károly Kósa i Ede Toroczkay-Wiganda.

Twórcy skupieni wokół Imre Makovecza w Towarzystwie Károly Kósa w połowie lat 80. ubiegłego wieku ostatecznie przypieczętowali odrzucenie w węgierskiej architekturze tradycji modernistycznej.

 

Wystawa Światło i Forma. Modernistyczna architektura i fotografia na Węgrzech 1927-1950, Muzeum Architektury we Wrocławiu, 27 kwietnia – 2 września 2007
Organizatorzy:
Muzeum Architektury
we Wrocławiu,
Archiwum Fotograficzne Węgierskiego Urzędu Ochrony Dziedzictwa Kulturowego,
Węgierskie Muzeum Architektury w Budapeszcie

Źródło: "Architektura-murator" 08/2007
Autor: Tomasz Ogiński
Zdjęcia: Zoltán Seidner/Hungarian Museum of Architecture, Zoltán Seidner/National Office of Cultural Heritage’s Photographic Archives, Kozelka Tivadar/Hungarian Museum of Architecture, National Office of Cultural Heritage’s Photographic Archives, Olga Máté, serwis prasowy wystawy
Data publikacji: 15.06.2011 12:50

Serwis Archirama.pl to idealne miejsce dla wszystkich, którzy pragną nie tylko poznać newsy związane z szeroko rozumianą architekturą, dizajnem oraz modą, ale także tych, pragnących podyskutować i wymienić opinię z innymi. Takie możliwości da Ci dział Forum, gdzie możesz odszukać osoby o podobnych do Ciebie poglądach. W dziale Forum uda Ci się odnaleźć kilka kategorii tematycznych, które pozwalają na zachowanie porządku i usprawniają prace całego Forum. Przed publikacją postu zastanów się, do którego wątku będzie pasował Twój temat, a masz do wyboru następujące kategorie: architektura, dizajn, najgorsze budynki, najlepsze budynki, studencie- gdzie studiować/gdzie się bawić, na swoim- czyli własne pracownia/firma, hyde park- wyraź się. Jeśli masz wątpliwości lub problem, możesz również zapytać o poradę innych forumowiczów, którzy być może pomogą rozwiązać kłopot. Dział Forum może okazać się niezwykłym miejscem.