Wnętrza
WNĘTRZA

Najdroższy penthouse w Polsce. Architektura wnętrz i konserwacja

  • Komentarze

Architektura wnętrz Królewskiego Apartamentu

Architektura wnętrz Królewskiego Apartamentu. Sklepienie kaplicy Domu Towarzystwa Dobroczynnosci

Fot: materiały prasowe 9.90 Public Relations

Architektura wnętrz z historycznym wyposażeniem to zawsze wyzwanie.  Bożena Boba-Dyga – konserwatorka dzieł sztuki, o powiada o pracach w kaplicy byłego Domu Towarzystwa Dobroczynności przekształcanego na Królewski Apartament - najdroższy penthouse w Polsce

Pod Wawelem powstają apartamenty Angel Wawel wraz z największym w Polsce penthousem, Apartamentem Królewskim. Royal Apartament powstaje w XIX-wiecznym skrzydle dobudowanym do zabytkowego klasztoru z XVI wieku. Więcej o projekcie i historii budynku >>

Co konserwator robi w penthouse?

Zajmuje się Pani ratowaniem zabytków, konserwacją, modernizacją. Pani firma pracowała nad zabytkowymi kamienicami, kościołami, katedrami, ratuszami, teatrami... Które z dotychczasowych realizacji były dla Pani największym wyzwaniem?

B.B-D: W naszym dossier dominuje architektura i jej zabytki i choć bardzo kocham obrazy, to stanowią mniejszość w naszym dorobku. Odpowiadałam za renowację pięciu teatrów, również części Teatru Starego w Krakowie. Niedawno liczyłam obiekty, przy których pracowałam i wyszło mi ich prawie 400 na terenie Polski. Wyzwaniem była każda z dotychczasowych realizacji. Natomiast moim pierwszym najbardziej kompleksowym w zakresie prac konserwatorskich doświadczeniem, był teatr w Bielsku-Białej. Prace zakończyły się sukcesem, za renowację tego obiektu dostaliśmy nagrodę w plebiscycie Modernizacja Roku i wiele innych wyróżnień.
Jednym z wyzwań w teatrze było odtworzenie XIX-wiecznej tłoczonej tapety papierowej, którą odkryłam pod warstwą gazet z różnych okresów historycznych. Oczywiście tapeta nie mogła być przywrócona w teatrze ze względu na zaostrzone przepisy przeciwpożarowe. Jej zamiana na tkaninę wymagała uruchomienia kontaktów w połowie Europy. Mieliśmy oferty z całej Polski, z Włoch, Belgii, Niemiec, Austrii. W końcu zdecydowaliśmy się na współpracę z wiedeńską firmą o długich tradycjach.

Potrzebowaliśmy aż 1370 metrów kwadratowych tkaniny i nie każda firma chciała podjąć to wyzwanie z racji skomplikowanej technologii produkcji. Wiedeńczycy pracowali na fragmentach zakonserwowanej tapety i naszych rysunków, a ja szukałam konsultantów, którzy doradzą w jaki sposób zaimitować wzór na tapecie. Miałam to szczęście, że znakomita konserwatorka papieru, Pani Łucja Skoczeń-Rąpała, która konserwowała oryginalne fragmenty tej tapety, skończyła liceum plastyczne w klasie tkanin. Dzięki temu byłyśmy w stanie wspólnie doradzić producentowi z Wiednia. Nie zapomnę momentu kiedy wszystko było już dopracowane i nadszedł moment wyboru koloru, a producent przysłał mi 100 motków nici, które dla przeciętnego oka niczym się nie różniły. Wybór odpowiedniego był ogromną odpowiedzialnością. Gdybyśmy wybrali zły kolor, utracilibyśmy efekt estetyczny. Ale udało się.
Kwestią społecznie kłopotliwą jest adaptacja obiektów sakralnych. Za granicą popularne stało się przywracanie zabytków, w tym także sakralnych, do świetności i nadawanie im funkcji mieszkalnych. Czy ten trend ma szansę zaistnieć w Polsce?
B.B-D: Dla zabytku znacznie lepsza jest zmiana funkcji niż unicestwienie. Popatrzmy na przykład na pałace na dawnych kresach, na Ukrainie. Ocalały te, które zamieniły się w sanatoria, szkoły, szpitale, internaty. Z pewnością potraciły różne elementy, ale istnieją, i w każdej chwili można je zacząć je przywracać do świetności. A te, które nie znalazły zastępczej funkcji, niszczeją albo już uległy ruinie. Podczas swojej podróży po Ukrainie widziałam wiele wspaniałych obiektów architektury pałacowej, wywołujących rozpacz – pozbawionych dachów, okien, porośniętych samosiejkami, zapadających się.

Obecnie z pomocą Pani Anny Mossler zajmuje się Pani renowacją kaplicy Domu Towarzystwa Dobroczynności, której zabytkowy wystrój pochodzi z XX-lecia międzywojennego. W jakim stanie się zachowały się polichromie, witraże i sklepienia?

B.B-D: Dzięki temu, że kaplica była używana, stan zachowania nie jest zły. Obiekt był przez lata ogrzewany, najpierw jako siedziba szkoły z internatem, później zaplecze techniczne Opery Krakowskiej. Stan zachowania jest przyzwoity, biorąc pod uwagę historię budynku. Dzięki temu można go przywrócić do świetności. Doskonale się składa, że inwestor Angel Wawel odnosi się do tego ze zrozumieniem.

Jakie technologie wykorzystuje się do czyszczenia i naprawy polichromii?

B.B-D: W pierwszej kolejności używamy chemii konserwatorskiej i zabiegów termicznych w celu usunięcia wielowarstwowych przemalowań, występujących głównie na powierzchni dolnej części kaplicy. Naszym zadaniem było zdjęcie warstw przemalowań bez zniszczenia tego, co pod spodem. W tej chwili trwa etap podklejania zapraw, który w części pasa dolnego jest prawie na ukończeniu. Natomiast w wyższych partiach konserwatorzy pousuwali rozliczne instalacje, którymi zryte były ściany. Zabiegi podklejania bardzo przypominają pracę w szpitalu. Wykonuje się je przy pomocy strzykawek lekarskich mozolnie wiercąc maleńkie otworki, a następnie przy pomocy igieł do punkcji wprowadzając w nie materiały klejące. Są to głównie lepiszcza oparte na mineralnych składnikach, po to żeby nie wprowadzać chemii i tworzyw sztucznych do ściany. Chemia jest mniej trwała, więc staramy się jej unikać i bazować na preparatach mineralnych. Operujemy cały czas w obszarze tych samych związków chemicznych, które występują oryginalnie w zabytku. W konserwacji bowiem stosuje się także wiedzę z zakresu chemii, medycyny, biologii. To jest taka sfera, w której trzeba łączyć wiedzę z różnych dziedzin.
Oczywiście na miejscu, w kaplicy, będzie wykorzystywanych wiele innych technologii, a na końcu malarstwo. Bo malowidło Bukowskiego w zasadzie nie zostało ukończone. Spodziewaliśmy się, że kiedy zdejmiemy przemalowania, ukaże się nam dalsza część dekoracji malarskiej, ale naszym oczom ukazały się malowidła starsze. Malarstwo Bukowskiego powstawało w przededniu wojny. Po 1 września prace zostały przerwane i wtedy już było ważne, ile chlebów, ziemniaków, majtek zostało kupionych dla pensjonariuszy Domu Towarzystwa Dobroczynności. Bardzo szybko otworzono tu szpital, w którym znajdowały się osoby potrzebujące zupełnie innych rzeczy niż malowidła. Do pewnego momentu historyk sztuki znajdował w archiwaliach Domu Towarzystwa Dobroczynności rachunki związane z wydatkami na polichromie, a od pewnego momentu na ziemniaki, bieliznę. To w pewnym sensie wstrząsający znak czasu.
W dolnym pasie kaplicy znaleźliśmy ślady po niezachowanej ambonie, które postanowiliśmy wyeksponować. Same malowidła Bukowskiego są mocno spudrowane. Farba historyczna składa się ze spoiwa i kolorantów, które były robione ze zmielonych minerałów, pigmentów roślinnych np. żywicy - smoczej krwi, zwierzęcych – np. mszyc. Jesteśmy na etapie przygotowywania odpowiednich badań, które umożliwią rozczytanie palety Bukowskiego w zakresie zarówno pigmentów jak spoiw i będziemy chcieli przy pomocy podobnych pigmentów pracować. Da nam to gwarancję, że w procesie starzenia kolor nie ulegnie zmianie. Będziemy więc pracować na farbach własnej produkcji, tak zwaną technologią wg. historycznych receptur.

Co jest dla Pani największym wyzwaniem w pracy nad renowacją dawnej kaplicy?

B.B-D: Konserwacja sama w sobie jest wyzwaniem. Polega na tym, żebyśmy mogli po zakończeniu prac popatrzeć na kaplicę i powiedzieć: „o to nam chodziło”.


Technika i umiejętności konserwatorskie to jedno, ale musi Pani również posiadać wiedzę z zakresu malarstwa. Czy czuje się Pani artystką?


B.B-D: Nieraz spotykam się z pytaniem: „co jest twórczego w pracy konserwatora?”. Czy to jest artysta, czy inżynier? Dlaczego konserwacja zabytków jest w ogóle na Akademii Sztuk Pięknych? Zwykle wtedy odpowiadam, że gdy ktoś robi adaptację powieści do filmu, to również pracuje na czyimś dziele. My też pracujemy twórczo na czyimś dziele.
Konserwator to ktoś, kto najpierw zdobywa wiedzę o zabytku, a potem na jej podstawie tworzy koncepcję aranżacji. Zabytek jest tworzony przez autorów w różnych okresach historycznych, jego wygląd jest także dziełem czasu. Wszystkie zniszczenia stają się elementem estetyki obiektu. Na podstawie jego historii konserwator musi stworzyć pewną kompozycję, która musi bazować nie tylko na estetyce, ale wręcz medycznym stanie zachowania, analogicznym do stanu zdrowia pacjenta. Tylko ten pacjent jest niemy, musimy się wszystkiego dowiedzieć sami. W Angel Wawel nie wszystkie polichromie będą eksponowane, ale jednak zostaną utrwalone – w częściach wspólnych, na klatkach schodowych – w postaci świadków. Świadki dostarczają nam rzetelnej wiedzy na temat obiektu, a konserwator jest osobą, która powinna do tych informacji dotrzeć. Musi podchodzić do zagadnienia jako artysta, lekarz, historyk, naukowiec - chemik, fizyk, petrograf i mikrobiolog. W toku naszych 6-letnich studiów na Akademii Sztuk Pięknych są prowadzone wykłady  ze wszystkich tych przedmiotów. Dzięki wiedzy z tego zakresu potrafię znaleźć wspólny język ze specjalistami z tych dziedzin –postawić naukowcom pytania i z ich badań wyciągnąć wnioski.


Na przyszłych mieszkańcach Królewskiego Apartamentu, który przez wzgląd na polichromie można nazwać dziełem sztuki, będzie spoczywała niemała odpowiedzialność?

B.B-D: Zamieszkanie w dziele sztuki po konserwacji z pewnością wiązać się będzie z niemałą satysfakcją, ale i zobowiązaniem wobec dziedzictwa kulturowego i historii. Na zamieszkujących spoczywać będzie troska o zabytek i obowiązek dbania o niego. Nie będzie możliwa bezpośrednia ingerencja w malowidła – zamalowanie ścian lub wiercenie w nich otworów. Za delikatność i precyzję w dbaniu o zabytek, odwdzięczy się on długowiecznością i przez wiele lat będzie cieszyć mieszkańców i ich gości swoim pięknem.


(materiały prasowe 9.90 Public Relations)

do góry
uaktualnij licznik
Miesięcznik architektura
W numerze 04/2017:
  • Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku
  • Aparthotel Lwowska 1 w Krakowie
  • Węzeł przesiadkowy w Solcu Kujawskim
  • Apartamenty LEA 251 w Krakowie
  • więcej
Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody TIME S.A. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody TIME S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.